Banda gówniarzy na rowerach (w tym, o zgrozo, dziewczynki!) jakieś piętnaście minut temu przy bloku B, pod kwiaciarnią, ukradła nam z wózka... dziecięce zabawki. Postawiłam wózek na moment, dziecko zabrałam ze sobą, a w wózku zostały ukochana myszka przytulanka i zajączek-gryzak. Zabawki śliczne, i, cholera, drogie. Nie mogłam się spodziewać, że ktoś połakomi się na zabawki, deszcz padał, śladu ludzia dookoła... Tyle, że jak wychodziłam z kwiaciarni, to mi sprzed nosa odjechało kilkoro, tak na oko, dziesięcio-dwunastolatków. Wkładając córcię do wózka zauważyłam brak zabawek, ale było już za późno...
Qrna, nóż mi się w kieszeni otwiera, żeby tak niemowlakowi z wózka zabawki kraść.... Że też nie mam pozwolenia, odstrzeliłabym tę bandę złodziei!!!
A mała ryczy, bo gryzaka jej brak... Niech to szlag!!